Friday, September 10, 2010

Shopping in the Village Part 2 - Zakupy Po Wiejsku Część 2

One thing that totally freaked me out in my 1st year of Village shopping was the eggs -

the eggs which were not refrigerated, image

the eggs which were not refrigerated and covered in chicken shyte,

the eggs which were not refrigerated, covered in chicken shyte and resting in a dilapidated stack of egg crates in full sun outside a kiosk by the side of the road,

the eggs which were not refrigerated, covered in chicken shyte, resting in a dilapidated stack of egg crates in full sun outside a kiosk by the side of the road and given to you in a plastic bag to carry all the way home.

In my American experience, eggs should be white, clean, sold in quantities of 6 or 12, packaged in an egg carton and should always be refrigerated. Food should in no way recall its origins. Food is from the septic supermarket, not the farm.

I remember my first visit to an egg farm. I was about 3 or 4 years old. My parents had a corner market in my hometown - such a thing does not exist anymore. My father decided to take me to the Amish farm where we bought eggs for the shop. I was fascinated with those dirty, little, shoeless Amish kids. I was also fascinated with the chicken coop which in fact was a huge barn only for chickens.

imageOn the way home in my Dad’s old truck, my Dad asked me what I thought about the farm. I answered that it was nice but asked, “Why all those chickens?” That’s when my father explained that eggs were in his words “baby chickens” to which I burst into hysterical tears. Boy, was my Mom angry at my Dad when we got home. I did not eat eggs again until 10 years later and till this day still expect to find a baby chicken every time I crack an egg. Thanks Dad.

But I am not even half as paranoid as another American I met here is Poland. First of all, I was so impressed that she could enter a shop and ask in Polish if there were eggs, - “Czy są jajke?”. Wow! I couldn’t do that. She must be an authority on the subject. Then at home she carefully cleaned each egg with a water and (gulp) Domestos solution (it’s bleach gel). I tried to explain to her that the surface of eggs is porous, but to no avail. Next, each egg was cracked into a separate bowl and dutifully sniffed to check if it had gone bad. After that, any stray pieces of shell or yucky blood spots were removed. Finally, the eggs could be used, but by that time I had lost my appetite.

Another thing that could cause me to lose my appetite was the proximity of golonka (pig knuckles) to the chicken filets I wanted to buy in the meat case. How embarrassing is it to explain to the butcher that, yes, you want 2 chicken filets but not the ones touching the big, hairy pig legs. Apparently not too embarrassing, because I learned how to say it in Polish and I did say it whenever necessary, still do, in fact.

Something which struck me as odd back then but was really quite good for a single person such as myself, was the size of Polish products. I don’t mean that chairs and clothes and cars were teeny tiny (scratch that, cars are teeny tiny), but that products come in small-sized packages while in America every jam, jelly, mayo and ketchup is in such a huge amount, you’ll never use it before it goes bad. Well, scratch that too. American products will never go bad due to all the preservatives, so I suppose you can buy a bucket of peanut butter and expect to use it all up. I remember how surprised I was to return to a jar of  Polish jam after one week, only to find that it was furry. Now we have larger sized packages in Poland but still nothing like in the US. US-sized products seem comical to me now – as do US-sized people.

imageOne last thing about shopping in the Village is that you can buy various agricultural products from the classified ads in the newspaper. My favorite ad - “Prosięta – 10 sztuk”. (Piglets – 10 pcs)

 

PS Preservatives are konserwanty in Polish. Prezerwaty in English are condoms. Hee, hee.

PS2 Kielbasa Stories has 2 new followers. Welcome lotnica and Modlishka! Thanks for joining us and thanks for reading.

Zakupy Po Wiejsku Część 2

Jedna rzecz, która mnie totalnie przerażała podczas mojego pierwszego roku pobytu w Miasteczku to JAJKA -

jajka nie były w lodówce,

jajka nie były w lodówce oraz były pokryte kurzym gównem,

jajka nie były w lodówce, były pokryte kurzym gównem oraz leżały na rozwalającej się kupie wytłaczanek, w pełnym słońcu pod kioskiem, na skraju jezdni,

jajka, które nie były w lodówce, pokryte kurzym gównem, leżące na rozwalającej się kupie wytłaczanek, w pełnym słońcu, na skraju jezdni były podawane w plastikowym woreczku, który zanosiłaś do domu.

Z mojego amerykańskiego doświadczenia, jajka powinny być białe, czyste, sprzedawane po 6 lub 12 sztuk, zapakowane w karton i zawsze powinny być w lodówce. Jedzenie nie powinno w żaden sposób przypominać o swoim pochodzeniu. Jedzenie jest ze sterylnego supermarketu, a nie z fermy.

Pamiętam moją pierwszą wizytę na kurzej fermie. Miałam 3 albo 4 lata. Moi rodzice prowadzili sklepik na rogu w naszym rodzinnym mieście – takie coś już nie istnieje. Mój ojciec postanowił zabrać mnie na fermę Amiszów, gdzie kupowaliśmy jajka do sklepu. Byłam zafascynowana brudnymi, małymi, bosymi dziećmi Amiszów. Byłam też zafascynowana kurnikiem, który tak naprawdę był wielką stodołą tylko dla kurczaków.

W drodze do domu w starej półciężarówce mojego taty, mój tata spytał mnie jak mi się podobało na fermie. Powiedziałam, że było fajnie, ale spytałam „ Dlaczego tam są te wszystkie kurczaki?” Wtedy to mój tata wyjaśnił mi, że jajka to – w jego słowach – „dzidziusie kurczaczki”, na co ja wybuchłam histerycznym płaczem. O jejku! Ależ moja mama była zła na tatę, kiedy wróciliśmy do domu. Nie jadłam potem jajek przez następne dziesięć lat, a nawet do dziś, spodziewam się kurczaczka za każdym razem jak rozbijam jajko. Dzięki, tato!

Ale nie jestem nawet w połowie tak paranoidalna jak moja inna amerykańska koleżanka, którą poznałam tu w Polsce. Przede wszystkim byłam pod wielkim wrażeniem, ze ona umie wejść do sklepu i zapytać po polsku czy są jajka, - „Czy są jajka?” Wow! Tego nie potrafiłam. Ona musi być autorytetem w tej dziedzinie. Później w domu ona wyczyściła każde jajko wodą i odrobiną DOMESTOSA (to jest żel wybielający). Próbowałam jej wytłumaczyć, że powierzchnia jajka jest porowata, ale bezskutecznie. Następnie, każde jajko było rozbijane do osobnego półmiska i starannie obwąchiwane, ażeby sprawdzić czy się nie zepsuło. Potem, wszelkie kawałeczki skorupki lub ohydne kawałki z krwią były wyrzucane. W końcu, można już było spożytkować jajka, ale do tego czasu ja już straciłam apetyt.

Kolejną rzeczą, z powodu której traciłam apetyt była bliskość GOLONKI i filetów z kurczaka, które chciałam kupić w garmażerce. Jakież to zawstydzające tłumaczyć rzeźnikowi, że tak, chcesz 2 filety, ale nie te, które dotykają wielkich, owłosionych świńskich nóg. Widocznie nie aż tak zawstydzające, gdyż nauczyłam się jak to powiedzieć po polsku i mówiłam to zawsze kiedy było to konieczne, tak naprawdę ciągle to robię.

Coś co uważałam za dziwne, ale wtedy było to coś dobrego jak dla osoby żyjącej w pojedynkę tak jak ja, to rozmiar polskich produktów. Nie mam na myśli tego że krzesła albo ubrania albo samochody są malutkie (skreślam to, samochody SĄ malutkie), ale to, że produkty są w małych opakowaniach podczas gdy a Ameryce każdy dżem, konfitura, majonez i keczup są w takiej olbrzymiej ilości, że ich nie skonsumujesz zanim się zepsują. Cóż, skreślam to też. Amerykańskie towary nigdy się nie zepsują z powodu wszystkich konserwantów, więc przypuszczam, że można kupić wiadro masła orzechowego i spodziewać się, że zużyjemy wszystko. Pamiętam, jak zdziwiona byłam, kiedy po tygodniu powróciłam do słoika polskiego dżemu, jak zobaczyłam, że wyrosło na nim futerko. Teraz też mamy większe opakowania w Polsce, ale ciągle to nic w porównaniu ze Stanami. Amerykańskie rozmiary opakowań wydają mi się teraz komiczne - zresztą tak samo jak rozmiary ludzi w Stanach.

I ostatnia rzecz, jeśli chodzi o zakupy w Miasteczku to to, że można kupić różnorakie produkty rolne z ogłoszenia w gazecie. Moje ulubione – „Prosięta – 10 sztuk”.

PS Preservatives to konserwanty po polsku. Prezerwatywy po angielsku to CONDOMS. Hee, hee.

5 comments:

Mama G. said...

I remember one summer with my cousin - we were 4 or 5 and my mom asked us to wash cucumbers (she was going to make małosolne ogórki). We washed all, ofcourse... with wash-up liquid!
Yes - my mom was mad when she saw 5 kg of clean and uneatable cucumbers.
No - I'm not American and even I have never been there :)

Chris said...

Mmmm cucumbers and Ludwik washing up liquid, yum, or was it Morning Fresh? Your poor mom. Of course we can all get a kick out of it now, but then she must have been furious.

Kids are so literal. Recently, Lizzie has learned to write her name. First we wrote it for her and she copied what we had written. Then I told her to write her name without looking, so she covered her eyes! So sweet.

ucieczka said...

When I was young I took 3 eggs from the fridge and put them on the pillow - above that I put a lamp and I told everyone that I'll wait till the chickens appear. Sadly - they never did ;(

Chris said...

ucieczka- You had to learn the hard way :)

Rinonka said...

hehe, poor you with the chicken babies!

At the beginning of first year of studies, a friend who was living with us, was washing the dishes. And not washing out the liquid from them. Just leaving them on a dryer. When we noticed that and started shouting, he calmly explained, that if it is washing liquids for dishes, we use those dishes to eat from, the washing liquid has to be edible too...
After that I was cleaning up all the dishes wherever I took them from.