Tuesday, March 8, 2011

Women’s Day – Dzień Kobiet

carnations,flower head,flowers,leaves,mothers day,nature,petals,reds,ribbons,tiedSo, I received my obligatory Women’s Day carnation from one of my student’s, the President of one of the companies where I teach.


He decided to drop it “old school” and with a large group of gentlemen traveled around the company delivering carnations, good wishes and the triple Polish cheek kiss to all ladies of the company. I wasn’t complaining.


This is the same man who last week on Fat Thursday ate 3 doughnuts during the lesson and told the secretaries that I had eaten them. He’s a charmer :)


Here are some old thoughts on Women’s Day and Fat Thursday.



Dzień Kobiet


No więc otrzymałam obowiązkowe goździki na Dzień Kobiet od jednego z moich uczniów, prezesa jednej z firm, gdzie uczę.


Postanowił zrobić to OLD-SCHOOLOWO i wraz z wielką grupą dżentelmenów krążył po firmie wręczając goździki, życzenia wszystkiego najlepszego i potrójny polski pocałunek w policzki wszystkich pań w firmie. Ja nie narzekałam.


To ten sam facet, który w zeszłym tygodniu w Tłusty Czwartek zjadł 3 pączki podczas lekcji i powiedział sekretarce, że ja je zjadłam. On jest czarujący :)


Oto kilka starych myśli na Dzień Kobiet i Tłusty Czwartek.

Saturday, March 5, 2011

This Is My Year - To Jest Mój Rok

2011 is going to be “The Year of Chris”.


My resolutions are going very well, thank you very much. In fact they are going better and better each day. Ok, it is March already, but I psyched myself out this year by starting my resolutions in November. The plan was that by January I would either have 2 months of success behind me and hit the ground running in 2011 or that I would have 2 months of failure behind me and I could start anew in 2011. Thank goodness the former (and not the latter) is true. It has also helped that this year I have made resolutions of things I am going to do more of (rather than things I want to stop doing). I am feeling optimistic.


I have made some plans for the whole year – not too restrictive but not too loosey-goosey either. I used to have a student who made a 1-year plan, a 3-year plan, a 5-year plan, etc. and I thought she was crazy. Now, I feel that some kind of goal identification and planning really helps prevent bumbling through life. I don’t want to be a bumbler.


My children are growing and learning everyday. They are happy, healthy and optimistic little girls. 2011 is going to be a great year for them. Last month, they attended a fantastic birthday party of Lizzie’s best friend. They had so much fun and it was a pleasure to watch the children play together. Soon, they will be celebrating their own birthdays and then Easter. We have wonderful plans for planting some flowers and vegetables in our garden in the springtime. Rosie will start pre-school in September. My parents might visit us – fingers crossed. So much is going on.


iCLIPART, turtle, colorful, goggles, disco, happySome companies have contacted me about working with them and I have a lot of new contacts to get working on. Something good has to come out of it. Anyhow, somebody contacted me about working and not the other way around. That hasn’t happened in about 3 years. Was it the crisis? Who knows, but I have high hopes that things are turning around.


All in all, things are looking up.


It’s my year.


PS And to Misiu! I think it is going to be your year too.




To Jest Mój Rok


2011 będzie "Rokiem Chris ".


Moje postanowienia noworoczne idą bardzo dobrze, dziękuję bardzo. Tak naprawdę codziennie jest coraz lepiej. Ok, jest już marzec, ale psychicznie tak się nastawiłam, że zaczęłam moje postanowienia już w listopadzie. Plan był taki, żbackgrounds,concepts,daisies,flowers,NVTOfficeClips,patterns,smileys,wallpaperse w styczniu będą już za mną 2 miesiące sukcesu kiedy wejdę z hukiem w nowy rok 2011 albo też będą za mną 2 nieudane miesiące i będę mogła zacząć od nowa w 2011 roku. Dzięki Bogu, że sprawdziło się to pierwsze (a nie to drugie). Pomogło również to, że w tym roku postanowiłam sobie zrobić czegoś więcej (aniżeli przestać coś robić). Czuję się optymistyczne.


Zrobiłam pewne plany na cały rok - niezbyt restrykcyjne, ale też nie za luzackie. Miałam kiedyś uczennicę, która miała plan roczny, plan 3-letni, plan 5-letni itd., a ja myślałam, że jest szalona. Teraz czuję, że pewnego rodzaju identyfikacja celu i planowanie naprawdę pomagają zapobiegać przebimbaniu całego życia. Nie chcę być życiową niedorajdą.


Moje dzieci rosną i uczą się każdego dnia. Są szczęśliwymi, zdrowymi i optymistycznymi dziewczynkami. 2011 będzie świetnym rokiem dla nich. W zeszłym miesiącu wzięły udział w fantastycznej imprezie urodzinowej najlepszej przyjaciółki Lizzie. Było naprawdę dużo fajnej zabawy i to była sama przyjemność oglądać jak dzieci bawią się razem. Wkrótce będą świętować swoje urodziny, a później Wielkanoc. Mamy wspaniałe plany, żeby posadzić w ogrodzie kwiaty i warzywa na wiosnę. Rosie rozpocznie przedszkole we wrześniu. Być może odwiedzą nas moi rodzice – trzymam kciuki. Tak wiele się dzieje.


chimneys,clouds,concepts,environmental conservation,factories,flowers,greens,industries,iStockphoto,nature,pollutionsNiektóre firmy skontaktowały się ze mną w sprawie współpracy z nimi i mam dużo nowych kontaktów, nad którymi muszę popracować. Coś dobrego musi z tego wyniknąć. Tak czy inaczej, ktoś kontaktuje się ze mną, a nie odwrotnie. Tak się nie działo od około 3 lat. Czy był to kryzys? Kto wie, ale mam nadzieję, że wszystko się odwraca.


W sumie wszystko wygląda pozytywnie.


To jest mój rok.


PS A Misiu! Myślę, że to będzie też twój rok.

Saturday, February 26, 2011

Integration: A teachers’ trip to the mountains Integracja: wycieczka nauczycieli w góry

Integration – the combining of parts to make a whole.


If you have never worked in Poland, then you remain blissfully unaware of what integration means to the Polish workforce.


It usually means a trip to some location near or far to be forcibly integrated with your work colleagues (sounds painful) in hopes of breaking down barriers and creating a stronger, more productive team. Some variations of the integration meeting include activities such as survival tasks, bungee jumping and in one very unfortunate Moulin Rouge-themed meeting, painting the almost naked bodies of dancers hired to do the can-can and entertain the guests.


In the Village (10 years ago), it meant a teachers’ trip to the mountains.


[Refresher – We are talking about autumn ages ago when I first came to Poland and started work at a high school teaching English. I just happened to meet my Misiu there.]


How could I say no?


I wasn’t exactly jumping for joy at the prospect of travelling to the mountains (where ever they were) with a bus full of my colleagues, but at least Misiu would be going along. I signed up, paid my money and promptly bought a sleeping bag as I was told it was necessary for the trip.


On the day of the trip, I showed up at school, sleeping bag in tow. I checked out all the teachers who were going along and could not find even one simpatico in the bunch. This was going to be a long weekend.


Finally, Misiu showed up wearing a new jacket. It was really nice and I complimented him on it to which I received a harsh bark of , “Aren’t the sleeves too short?”.


“Ummm, no,” I muttered. Apparently someone in Misiu’s life thought his sleeves were too short. This was going to be a really long weekend.


After all these years, I don’t remember most of the trip. I do remember a visit to a castle (which was lovely) and a question from the geography teacher about castles in America.


I remember that I wasn’t too excited about the mountains as I am from a pretty mountainous area in the US, but was enticed to walk to the top by the promise of beer there.


I remember the feeling of dread as the Principal of our school cowboy hats,cowboys,emoticons,guitars,hats,music,musicians,singers,smiley,smiley face,smiley faces,smileys,smilie,smilie face,smilie faces,smilies,smily,smily face,smily faces,symbolspulled out his guitar and song books on our first night in the hotel.


I remember the hotel owners whom I will politely call Jack Sprat (with suspicious sexuality) and his wife (who could eat no lean) who would not turn on the heat or unlock the bathroom doors and who called the police on us.


I remember the police arriving (apparently our guitar-playing and folk-song singing was disturbing the other guests…oh wait, there weren’t any other guests) and lining us up to check our passports. When they got to me, one officer said in a serious voice, “Gentlemen, there is a foreigner among us.”


I also remember that the teachers treated me like a child, the Principal even once chiding me to sit up straight on the bus.


I remember that I got to spend some time with Misiu, but it did not go without comment by the other teachers.


Finally, I remember being very glad to be back in my archives room throwing my sleeping bag in the corner where it remained the rest of my stay.


Happy integrating to all!




Integracja – wycieczka nauczycieli w góry


Integracja – łączenie części, ażeby stworzyć całość


Jeśli nigdy nie pracowaliście w Polsce, pozostajecie błogo nieświadomi tego, co oznacza integracja dla polskich pracowników.


Zwykle oznacza to wycieczkę w jakieś bliskie lub dalekie miejsce, żeby tam na siłę zintegrować się z waszymi kolegami z pracy (brzmi boleśnie) w nadziei przełamania barier i stworzenia silniejszego, bardziej wydajnego zespołu. Niektóre odmiany spotkań integracyjnych mogą polegać na zadaniach survivalowych, skokach bunjee, a na jednym nieszczęsnym spotkaniu - powiązanym tematycznie z Moulin Rouge - na malowaniu prawie nagich ciał tancerek wynajętych, żeby wykonać kankana i rozbawić gości.


W miasteczku (10 lat temu) oznaczało to wycieczkę nauczycieli w góry.


[Odświeżacz – Mówimy o jesieni wieki temu, kiedy pierwszy raz przyjechałam do Polski i zaczęłam pracę w szkole średniej ucząc angielskiego. Tam właśnie zdarzyło mi się poznać Misia.]


Jak mogłam powiedzieć nie?


Nie skakałam z radości mając w perspektywie podróż w góry (gdziekolwiek one były) autobusem pełnym moich kolegów, ale przynajmniej wiedziałam, że będzie jechał Misiu. Zapisałam się, wpłaciłam kasę i szybko zakupiłam śpiwór, bo powiedziano mi, że będzie konieczny na wycieczce.


W dzień wycieczki pojawiłam się w szkole ze śpiworem w zanadrzu. Sprawdziłam wszystkich nauczycieli, którzy mieli jechać i nie mogłam znaleźć nawet jednego „simpatico” w całej bandzie. Zapowiadał się długi weekend.


Wreszcie zjawił się Misiu w nowej kurtce. Była bardzo fajna i ją nawet pochwaliłam, na co on ostro odszczeknął „Rękawy nie za krótkie?”


“Ee, nie”, bąknęłam. Najwyraźniej ktoś w życiu Misia myślał, że rękawy są za krótkie. Zapowiadał się naprawdę długi weekend.


Po tylu latach nie pamiętam większości tej wycieczki. Pamiętam wizytę na zamku (który był śliczny) i pytanie od nauczyciela geografii o zamki w Ameryce.


Pamiętam, że nie byłam zbyt podekscytowana górami, bo sama pochodzę z dość górzystych terenów w Stanach, ale zostałam zwabiona do wejścia na sam szczyt góry obietnicą piwa tamże.


Pamiętam poczucie grozy, kiedy dyrektor szkoły wyciągnął gitarę i śpiewnik podczas naszej pierwszej nocy w hotelu.


Pamiętam właścicieli hotelu, których ładnie nazwałam imionami z wierszyka dla dzieci Jack Sprat (podejrzana seksualność) i jego żonę (nie jadła nic chudego), którzy nie włączyli dla nas ogrzewania, ani nie otworzyli drzwi do łazienki i którzy wezwali na nas policję.


Pamiętam jak przyjechała policja (widocznie nasze granie na gitarze i folkowe śpiewanie przeszkadzało innym gościom ... o, chwila, nie było tam żadnych innych gości) i ustawianie nas w rządku, żeby sprawdzić dowody tożsamości. Kiedy doszli do mnie, jeden z oficerów powiedział poważnym głosem „Panowie, jest wśród nas cudzoziemiec.”


Pamiętam również, że nauczyciele traktowali mnie jak dziecko, dyrektor nawet raz zbeształ mnie i kazał prosto siedzieć w autobusie.


Pamiętam, że spędziłam trochę czasu z Misiem, ale nie obyło się to bez komentarzy innych nauczycieli.


Wreszcie, pamiętam jak zadowolona byłam po powrocie do mojego ARCHIWUM rzucając śpiwór w kąt, gdzie pozostał już do końca mojego pobytu.


Wesołego integrowania dla wszystkich!

Saturday, February 19, 2011

Bangs! - Grzywka!

I cannot write anything because I am too distracted by my new bangs. Really, I do not know what to think. I am having an identity crisis. My hair is giving a definite “Chicago” vibe – the musical of course, not the city.


The general consensus of my female students is that my hair looks good and more “done”. The jury is still out for the male students, but I heard a lot of “nice”, “interesting”, “different” and one “what did you do to your hair”?


Oh well, it’ll grow back.


Nie mogę nic napisać, bo jestem zbyt rozkojarzona przez moją nową grzywkę. Naprawdę, nie wiem co o tym myśleć. Mam kryzys tożsamości. Moje włosy dają trochę klimatu "Chicago" –oczywiście musicalu – nie miasta.


Ogólny konsensus moich studentek jest taki, że moje włosy wyglądają dobrze i są bardziej "zrobione". Wśród studentów płci męskiej jeszcze nie zdecydowano, ale słyszałam dużo "ładne", "ciekawe", "inne" i jedno "co zrobiłaś z włosami"?


No i co, odrosną.

Friday, February 11, 2011

My Next Car

01242011


01242011(001)


I wonder how much it costs?


Ciekawam ile kosztuje taki samochód?

Wednesday, February 2, 2011

Something Odd?

Should I be concerned that recently a large percentage of referring URLs and referring sites are coming from a site that is definitely "for adults only"? I find that odd. Any thoughts?