After my week of using the local public transportation, I have come to a few conclusions.
- Some places can be reached by bus and/or tram with minimal transfers.
- Some places can only be reached by bus.
- Some places can only be reached by bus which comes once and hour or even worse once every 90 minutes (and has always departed 2 minutes prior to my arrival at the bus stop).
- Some places can only be reached by bus and then a considerable hike on foot.
- Some places cannot be reached at all.
Guess which of these applies to most of my clients.
All in all, my week of public transportation was not that bad really. I got a lot of exercise that is for sure and had to adjust my footwear to more pedestrian-friendly fare. I was on the look out for black clouds and carried an umbrella with me at all times.
I was never late anywhere, but that is more thanks to my abilities to “kombinować” (and leaving home extra, extra early) than the efficiency of our public transportation system. I didn’t have to worry about finding a parking spot or dealing with other drivers. Only once did the tram driver close the door in my face.
I mainly bought tickets good for a period of time, for example, for 24 hours, so I could change lines without worrying about my ticket and the additional cost. Often, it was cheaper than parking in the city.
Overall, I can say that public transportation is cool. If I worked in one location all day long, I would definitely abandon my car and use public transportation everyday.
BTW, that reminds me….Do you remember “Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?” by Bareja…Ja to mam bardzo dobre połączenie…
Komunikacja publiczna - przegląd
Po tygodniu korzystania z komunikacji publicznej doszłam do kilku wniosków.
- Do niektórych miejsc można dojechać autobusem i/lub tramwajem z minimalnymi przesiadkami.
- W niektóre miejsca można dojechać tylko autobusem.
- W niektóre miejsca można dojechać tylko autobusem, który kursuje raz na godzinę albo - co gorsza - raz na 90 minut (zawsze odjeżdża 2 minuty przed moim przybyciem na przystanek).
- Do niektórych miejsc można dotrzeć autobusem, a potem znaczną pieszą wędrówką.
- W niektóre miejsca nie można dotrzeć w ogóle.
Zgadnijcie, które z powyższych opcji najbardziej dotyczą moich klientów.
W sumie cały mój tydzień z komunikacjią publiczną nie był taki zły. Z pewnością zaliczyłam dużo aktywności fizycznej i musiałam też dopasować obuwie na bardziej przyjazne dla pieszego. Uważałam też na czarne chmury i zawsze miałam z sobą parasolkę.
Nigdzie się nie spóźniłam, ale to raczej dzięki moim umiejętnościom KOMBINOWANIA (wcześniejsze wychodzenie z domu, dużo wcześniejsze) niż efektywności transportu publicznego. Nie musiałam martwić sie o miejsce parkingowe, ani użerać sie z innymi kierowcami. Tylko raz motorniczy zamknął mi drzwi tramwaju na twarzy.
Kupowałam głównie bilety okresowe, na przykład na 24 godziny, mogłam więc zmieniać linie i nie martwić się o kolejny bilet i dodatkowy koszt. Często było to tańsze niż parkowanie w mieście.
Ogólnie mogę powiedzieć, że komunikacja miejska jest COOL. Gdybym pracowała w jednym miejscu cały dzień, zdecydowanie porzuciłabym samochód i korzystała z komunikacji miejskiej codziennie.
A tak a propos, coś mi się przypomina… Pamiętacie „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” Barei? Ja to mam bardzo dobre połączenie…